Gra z głową

Wywiad z Mateuszem Kusznierewiczem – mistrzem olimpijskim z Atlanty, przeprowadzony przy okazji jego udziału w Turnieju Diners Club International Pro-Am Classic 2008.

– Jak długo gra Pan w golfa?

Po raz pierwszy kij golfowy miałem w ręku w 1993 roku na driving range w Irlandii nieopodal miasta Belfast. Grać zacząłem jednak dużo później bo w roku 1997 .

– Co robi Pan prywatnie?

Mieszkam w Warszawie ale dużo podróżuję. Po treningach i załatwieniu innych obowiązków staram się znaleźć czas na kino, teatr, książkę, spacer, grę w golfa, tenisa i na spotkanie z przyjaciółmi.

– Czy uprawiał Pan jakiś sport wcześniej?

Jestem bardzo wdzięczny moim rodzicom za to, że wychowując mnie, starali się zorganizować mój czas wolny po szkole. Chodziłem na wiele różnych zajęć dodatkowych w tym na pływanie, skoki do wody, gokarty, gimnastykę artystyczną, zajęcia z lekkiej atletyki, badminton, zimą na narty i łyżwy i wiele innych. Uważam to za  coś bardzo dobrego i dzisiaj przydają mi się te umiejętności bardzo często.

– Najlepszy Pana wynik i na jakim polu?

Było to na polu golfowym w Binowie pod Szczecinem w sierpniu 2004 roku i zagrałem wtedy 84 uderzenia.

– Największy sukces golfowy?

Drugie miejsce w turnieju eliminacyjnym do Amatorskim Mistrzostw Świata. Było to też w Binowie.

– Ulubione pole?

Quinta de Lago na południu Portugalii.

– Używany sprzęt?

Gram ironami i driverem firmy Titlest, a woody i wedge mam Callawaya.

– Dlaczego gra Pan w Golfa?

Dla przyjemności. Spotkania się ze znajomymi i dla przyjemności spędzenia czasu w spokoju na świeżym powietrzu. Lubię też tą dyscyplinę sportu za to, że nie jest łatwa i trzeba nieźle pogłówkować, żeby osiągnąć w niej dobry rezultat.

– Co jest najważniejsze dla dobrego wyniku w golfie?

Myślę, że głowa. To ona odpowiada za nasz trening, ruchy, myślenie o strategii, taktyce, technice uderzenia, opanowaniu nerwów. No i w czasie uderzenia nie można nią ruszać…

– Czy jest Pan zadowolony ze swojego występu na turnieju Diners Club International Pro-Am Classic w Portugalii? Usatysfakcjonowany czy raczej rozczarowany? Czy jechał tam Pan z konkretnymi zamierzeniami?

Niestety w Portugalii nie poszło nam za dobrze. A ja nie lubię przegrywać. Wiedziałem, że szanse na wygraną mamy małe ale miejsce w pierwszej połowie stawki byłby dla mnie satysfakcjonujące. Niestety nie wpasowaliśmy się z formą naszego zespołu i stąd ten słaby rezultat.

– Co może Pan powiedzieć o poziomie rywalizacji na turnieju? Czy uczestnicy rozgrywek prezentowali podobne umiejętności? Która drużyna zasługiwała na szczególną uwagę?

Podczas turnieju nie ma jak podejrzeć w akcji innych graczy. Ale z tego co słyszałem i widziałem na wynikach to drużyny z Południowej Afryki i Brazylii grały wyjątkowo dobrze. Wszyscy mieli jednocyfrowe handicapy a to już o czymś świadczy.

– Czy pole Vila Sol Vilamoura, na którym odbywał się turniej, jest trudne? Jakie warunki na nim panują?

Przede wszystkim jest to piękne pole! Składa się z trzech "dziewiątek" przez co każdego dnia turnieju gra była inna. Jest to pole ciekawe. O dość dużym pofałdowaniu terenu, z wodą i dużą ilością drzew. Pole było przygotowane na najwyższym poziomie.

– Sezon golfowy w Polsce już się zakończył. Jakie ma Pan plany na zimę? Bardziej nęcący jest Indoor Golf czy wyjazdy na golfa do ciepłych krajów?

W planach mam wyjazd golfowy z przyjaciółmi w lutym 2009 roku. Poza tym będę chciał wreszcie pojeździć więcej na nartach. Przez ostatnie dwa lata musiałem ograniczyć ten sport do minimum ze względu na moje przygotowania olimpijskie i ryzyko kontuzji. Teraz będę chciał nadrobić te zaległości.

– Co z planami na przyszły sezon? Czy ma już Pan jakieś konkretne pomysły, co chciałby Pan zmienić w swojej grze, nad którym elementem techniki popracować, w których turniejach wystąpić?

Zastanawiam się nad udziałem w jednym cyklu turniejów w Polsce. Nie będę miał możliwości grania we wszystkich a wybór jest przecież ogromny. Liczę tutaj na Diners Club i kontynuację udanego cyklu z tego roku. Myślę, że na wiosnę przyszłego roku podejmę decyzję.

– Na turnieju Diners Club International Pro-Am Classic zwyciężył Pan w konkursie "Nearest to The Pin". Co Pan czuł? Czy był to dla Pana duży sukces?

To był chyba mój najprzyjemniejszy moment tego turnieju. To było naprawdę piękne uderzenie ze 168 metrów i wielka satysfakcja i radość że tak ładnie to wyszło. Jestem ciekaw czy kiedyś uda mi się zrobić hole-in-one? Bardzo przyjemny był też moment odbioru wyróżnienia podczas ceremonii wręczenia nagród. Zdarzyło się to pierwszy raz na turnieju golfowym i jak to zwykle bywa, pierwszy raz jest zawsze wyjątkowy…

– Ostatnio golf stał się bardzo popularny w kręgach medialno-rozrywkowych? Czy myśli Pan, że to tylko chwilowa moda, czy też golf na stałe wkroczył w życie polskich gwiazd?

Myślę że coraz więcej osób będzie grało w golfa. Niektórym się to od razu spodoba a innym nie. Tak jest ze sportem i tak jest z golfem. Jeśli chodzi o kręg osób publicznych to myślę, że niektórzy zrobią to dla mody ale większość chwyci bakcyla tak jak ja i zostanie z golfem na dłużej i na poważniej.

– Zimą w Polsce sezon golfowy się raczej kończy. Kiepska pogoda uniemożliwia grę. Trudno chyba również uprawiać wtedy żeglarstwo. Czym się Pan wówczas zajmuje? Jakie sporty Pan uprawia zimą?

Przed wszystkim jeżdżę na nartach i na snowboardzie. Uwielbiam to. Przez ostatnie 2 lata mało jeździłem bo Polski Komitet Olimpijski poprosił nas o rozwagę i żebyśmy niepotrzebnie nie ryzykowali kontuzji o którą tak łatwo na nartach. Dlatego tej zimy nie będę wiele żeglował, za to pojadę kilka razy w Alpy, Dolomity i nasze Tatry.

– Jeśli chodzi o żeglarstwo i golf, to czy można znaleźć pewne podobieństwa między tymi dyscyplinami. Czy wykorzystuje Pan podobne zdolności, cechy charakteru, uprawiając żeglarstwo i grając w golfa?

Zdecydowanie tak! Zarówno w golfie jak i w żeglarstwie trzeba cały czas używać głowy. Myśleć o optymalnej strategii, taktyce, panować nad swoimi nerwami, rozkładać siły i być cierpliwym. Oba sporty należą do technicznych i podobieństw jest w nich bardzo dużo.

– Czy gra Pan w golfa również ze swoimi kolegami – żeglarzami?

Tak. Wśród żeglarzy jest wielu golfistów a kilku ma handicupy jednocyfrowe! Często się zdarza, że przed regatami albo w dniu kiedy nie ma wiatru jedziemy na pole i gramy. Organizujemy też często swoje własne turnieje. Jest wesoło.

– Golf i żeglarstwo to bardzo seksowne dyscypliny sportu. Jak Pan myśli, czy kobietom bardziej podobają się golfiści, czy żeglarze? Co dla pań jest najbardziej atrakcyjne u jednych i u drugich?

Myślę, że seksowniejsi są zdecydowanie żeglarze :-)) Te mokre włosy, spalone słońcem torsy, mocne ramiona… 🙂

– Jest Pan bardzo zadbanym mężczyzną. Zawsze opalony, wypoczęty. Jak dba Pan o swoje zdrowie i kondycję?

Jest to już dla mnie tak naturalne że nie zwracam na to wiele uwagi. Dbam o swoją dietę, o to żeby w każdym tygodniu co najmniej cztery razy się ruszać. Gram w tenisa, w golfa, w siatkówkę, jeżdżę na rowerze, biegam, pływam w basenie, uczę się jeździć na koniach… To wszystko wpływa na moje zdrowie i na energię wewnętrzną której mam w sobie tak wiele.

– W tym roku pojawił się Pan na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Golf nie jest na razie dyscypliną olimpijską, ale ma duże szanse, aby już od 2016 roku się nią stać. Co Pan o tym sądzi?

Jest to bardzo złożony temat. Pamiętajmy że golf ma już znakomicie ustawioną pozycję w świecie sportu, pierwszorzędnie prowadzoną ligę, i to nie jedną i wejście do programu olimpijskiego będzie wymagało podjęcia wielu decyzji które nie będą proste. Myślę, że to ruchowi olimpijskiemu bardziej zależy, żeby mieć golfa niż PGA albo innej organizacji, która o tym dyskutuje z MKOL-em.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *